Portal / Dom i rodzina Czwartek - 20 lipca 2017 Fryderyka, Małgorzaty, Seweryny     
Szukaj     Szukaj wg branż Dodaj wpis
Menu
Wortal P II - Pokolenie JP2W
Miłość a granice akceptacji
Oddać rodzinie to, co się jej należy
Człowiek to nie surowiec do badań
Dzisiejsza rodzina, Jaka jest - Jaka powinna być.
Familia unida! Rodzina zjednoczona!
Dziecko to nie surowiec do badań
Rodzina i rodzice niedocenieni
Informacja rządu o sytuacji społecznej i materialnej rodzin
Uratowałam zycie syna
Technologia w służbie życiu
120 zł na każde dziecko
Rodziny wielodzietne? Ależ tak!
Zablokować finansowanie badań na komórkach macierzystych
ZABIJANIE DZIECI NIENARODOZNYCH JEST JAK HOLOKAUST
ZASIŁEK RODZINNY
Mamo nie pij!
Gry a zmiany w mózgu - psychologia

Motywem podjęcia tego tematu jest coraz bardziej powszechny fakt ignorowania woli i autorytetu rodziców przez ludzi młodych, którzy próbują na własną rękę kształtować swoje życie, licząc nadal na życzliwość i tolerancję ze strony rodziców. W postawie młodych ludzi zauważamy chęć nieoficjalnego "wymuszania" na rodzicach postawy akceptacji dla wybranego przez tychże młodych stylu życia. Rodzi to problemy moralne w sumieniu rodziców, również dla społeczeństwa i Kościoła. Podkreślam fakt, że także w wymiarze społecznym i publicznym (również kościelnym) problem ten posiada wymiar moralny, to jest wymiar odpowiedzialności za dobro osoby, za dobro wspólne społeczeństwa, a także za dobro Kościoła, czyli dobro ewangelizacji i całego dzieła zbawienia powierzonego Kościołowi.



Wyzwanie moralne, jakie pojawia się przed rodzicami, polega na tym, że nie wolno akceptować zła, także w postępowaniu swoich dzieci. Owszem, ponieważ rodziców z dziećmi łączy szczególna więź wspólnoty duchowej, obowiązek sprzeciwu wobec zła jest tym silniejszy; miłość bowiem nie może pozwolić na zło, które niszczy dzieci. Rodzice są przecież odpowiedzialni za zbawienie swoich dzieci i dlatego są odpowiedzialni za ich wychowanie w wierze i poszanowaniu dla przykazań Bożych. Ta odpowiedzialność istnieje niezależnie od tego, czy aktualnie rodzice mają realny wpływ na postępowanie dzieci. Fakt aktualnego rozejścia się dróg dzieci i rodziców każe postawić pytanie, czy rodzice dali dzieciom wystarczające podstawy do uzyskania zdolności dojrzałego osądu w sumieniu i czy ukształtowali w nich postawę uległości wobec prawa Bożego, tj. czy nauczyli je dokonywać wyborów zgodnych z nakazami prawego sumienia. Obecny poziom moralny dzieci może być konsekwencją błędów wcześniej popełnionych w procesie wychowania. Oczywiście moralna odpowiedzialność za tego rodzaju błędy zależy od świadomości moralnej towarzyszącej zabiegom pedagogicznym w dzieciństwie i wczesnej młodości. Znane są tragiczne konsekwencje tak zwanego wychowania bezstresowego polegającego na pozostawieniu dziecku nieskrępowanej wolności przy równoczesnym pominięciu jakiejkolwiek rzeczowej informacji na temat moralnych podstaw decyzji. Wiadomo jednak, że wśród chrześcijańskich uczynków miłości ("uczynków miłosiernych co do duszy") figuruje obowiązek określony jako "grzeszących upominać". Wcześniej obowiązuje "nieumiejętnych nauczać" i "wątpiącym dobrze radzić". Rodzice nigdy nie mogą zajmować stanowiska całkowicie neutralnego wobec dzieci, także tych dorosłych.

Skutki sekularyzmu
Trzeba powiedzieć, że dzisiejsza kultura niesie ze sobą szereg zagrożeń dla wychowania w duchu prawdziwej moralności. Są to zwłaszcza: sekularyzm, libertynizm (czyli absolutyzacja wolności dla niej samej) i sceptycyzm połączony z relatywizmem. Te elementy kultury, rozpowszechniane celowo i systematycznie przez liberalne "media", nie tylko utrudniają właściwe wychowanie młodego człowieka, lecz także prowadzą do głębokiej deformacji sumienia i zafałszowania wszystkich postaw moralnych. Ojciec Święty Benedykt XVI bardzo często przestrzegał przed ujemnymi skutkami "dogmatycznego sekularyzmu", który narzuca społeczeństwu nowoczesną formę totalitaryzmu. Podobnie ks. bp Stanisław Wielgus piętnował różne wypaczenia współczesnej kultury, a ostatnio wystąpił z ostrą krytyką "wojującego sekularyzmu" ("Nasz Głos" nr 6/7, 2006, s. 30-36). Zjawisko sekularyzmu nie jest owocem jakiegoś naturalnego procesu zamierania religii, lecz jest zorganizowaną, wielopłaszczyznową akcją zmierzającą do zniszczenia religii. Jest to kontynuacja tego bezbożnego programu, który usiłowali wprowadzić w życie (może w śmierć?) komuniści. Obecnie ich dzieło prowadzą wyznawcy ateistycznego liberalizmu, którzy również u nas mają w rękach większość tak zwanych mediów społecznej informacji. Psychika młodego człowieka łatwo ulega sugestywnym hasłom rozpowszechnianym w imię postępu i wolności. Szczególnie prowadzona w tym duchu podstępna, wprost szatańska propaganda rewolucji seksualnej zachwiała ogromne masy młodych ludzi w ich przekonaniach moralnych wyniesionych z domu i wprowadziła do ich sumienia zamęt na temat podstaw etycznych życia małżeńskiego czy w ogóle zachowania ludzkiego w dziedzinie płci.
Jean-Marie Meyer, profesor filozofii i członek Papieskiej Rady ds. Rodziny, uważa sekularyzm za główną przyczynę kryzysu rodziny i zarazem kryzysu społeczeństwa. Wielkim błędem jest to, że rodziny chrześcijańskie - w dużym procencie - przestały czerpać duchową energię ze źródła sakramentalnego - z tego źródła, którym jest sam Chrystus. Poprzez obecność Chrystusa w rodzinie doznaje ona przemiany, jest nową rzeczywistością. Zadaniem, z którego rodzina nie może się zwolnić, jest wychowanie - twierdzi profesor. "Nie jest ono czymś dowolnym. Każdy człowiek musi poddać się procesowi wychowania. "Na nieszczęście, my, ludzie 'Zachodu', czujemy się zmęczeni wychowywaniem i dlatego jest u nas zbyt wielu dorosłych, którzy nie potrafią podjąć zadań wychowawczych. Tymczasem sam Chrystus przypomina nam o doniosłości tego obowiązku. Musimy wychować dzieci, które zostały nam powierzone; jeśli tego nie uczynimy, cofamy się do poziomu barbarzyństwa. Ciąży na nas historyczna odpowiedzialność". Następnie profesor prowadzi nas jeszcze bardziej w głąb tematu: "Nie istnieje chrześcijańska rodzina, jeśli nie opiera się na osobowym spotkaniu z Chrystusem. Chrześcijańska rodzina jest rzeczywistością osobową, egzystencjalną, nie socjologiczną". Przytoczę z tego wywiadu jeszcze jedną myśl: "Nasze społeczeństwo określa się jako tolerancyjne, chociaż tolerancji grozi często, że stanie się obojętnością (na dobro i zło)... Chrześcijańskie rodziny mają za zadanie napisać przyszłość" (Zenit, 22.01.03).
Profesor Meyer streszcza właściwie stałą naukę Kościoła, rozwijaną od czasów apostolskich: Chrystus jest jedynym wychowawcą człowieka i tylko w Nim rodzina chrześcijańska znajduje światło i siły do spełnienia powierzonego jej zadania. Tymczasem sekularyzm wraz z laicyzmem i ateizmem czyni wszystko (od XVIII wieku), aby życie rodziny toczyło się poza wpływem Chrystusa, poza wpływem Ewangelii, poza świadomością sakramentu, poza światłem płynącym z przykazań Bożych, strzegących w człowieku prawdy obrazu Bożego. Odrzucenie Boga i Jego praw dokonuje się (to jest logika wszystkich nowożytnych rewolucji) w imię wyzwolenia człowieka, w imię wywyższenia autonomii i absolutyzowanej wolności, po przekreśleniu wszystkich możliwych granic: także tej najbardziej wewnętrznej - granicy rozumności.
Wskutek tego wolność została "wyzwolona" od wszelkiego związku z prawdą, która miała być właściwym światłem dla wolności. Ta filozofia w sposób tragiczny zubożyła człowieka, a nawet zakwestionowała jego tożsamość. Człowiek odwrócony od Boga przestał w sobie czytać prawdę Bożego podobieństwa, ponieważ zagubił prawdę Bożego stworzenia. W konsekwencji zagubił się w splocie materialnych uwarunkowań i przestał odróżniać siebie od zespołu rzeczy tego świata. Zwięzłą i głęboką ocenę tej sytuacji zawiera encyklika "Evangelium vitae" (nr 19-24).
Przymierze mi�oĘci ma�ýe�skiej
Nic dziwnego, że Benedykt XVI podkreśla konieczność powrotu do najgłębszych korzeni prawdy o człowieku. Czyni to zresztą, kontynuując linię nauczania Jana Pawła II. Warto sięgnąć do przemówienia Papieża Banedykta XVI wygłoszonego przed rokiem na Kongresie Diecezji Rzymskiej poświęconym tematowi: "Rodzina i społeczeństwo chrześcijańskie: formacja osoby i przekaz wiary" (Zenit, 7 czerwca 2005). W przemówieniu tym Ojciec Święty położył główny nacisk na "antropologiczny fundament rodziny". Powiedział wtedy: "Małżeństwo i rodzina nie są jakąś przypadkową konstrukcją socjologiczną, wypadkową współczynników historyczno-ekonomicznych. Przeciwnie, zagadnienie właściwego stosunku między mężczyzną i kobietą sięga korzeniami do najgłębszej istoty ludzkiego bytu i może znaleźć odpowiedź, tylko wychodząc z tego punktu. Zagadnienie to nie może być oddzielone od pradawnego, a zarazem wciąż nowego pytania człowieka o siebie samego (o swoją istotę): kim jestem?, kim jest człowiek? A pytanie to z drugiej strony nie może być oddzielone od pytania na temat Boga: czy istnieje Bóg? I kim jest Bóg? Jakie jest Jego prawdziwe oblicze? Odpowiedź Biblii na te pytania jest jednoznaczna i konsekwentna: człowiek jest stworzony na obraz Boży, a Bóg jest Miłością. Dlatego powołanie do miłości jest tym czynnikiem, który czyni człowieka autentycznym obrazem Boga: staje się on (człowiek) podobny do Boga w tej mierze, w jakiej jest kimś kochającym".
Jest to więc prawda fundamentalna, która ma ważne implikacje antropologiczne. Papież rozwija ten temat następująco: "Z tej fundamentalnej więzi, jaka istnieje między człowiekiem a Bogiem, wynika dalsza więź: nierozdzielna jedność ducha i ciała: w istocie człowiek jest duszą, która się wyraża przez ciało, które jest właśnie ożywione przez nieśmiertelnego ducha. Także więc ciało mężczyzny i kobiety ma, można powiedzieć, charakter teologiczny, nie jest 'po prostu' ciałem; a to, co jest biologiczne w człowieku, nie jest jedynie biologiczne, lecz jest wyrazem i dopełnieniem naszego człowieczeństwa. Również więc seksualność ludzka nie stoi obok naszego bytu osobowego, lecz do niego należy (wewnętrznie). Jedynie pod warunkiem, że seksualność jest zintegrowana z osobą, może nadawać sobie (ludzki) sens".
Z tych przesłanek, czyli z faktu więzi człowieka z Bogiem oraz więzi ciała i ducha, Papież wyciąga ważny wniosek na temat relacji między małżeństwem i społeczeństwem. W pierwszej linii jest to stwierdzenie więzi między osobą i instytucją. Człowiek nie tylko istnieje w czasie; człowiek widziany w swej całościowości (integralności) zawiera w sobie - właściwy sobie - wymiar czasu. "Ludzkie 'tak' wychodzi poza moment obecny: w swej integralności owo 'tak' oznacza 'zawsze', ustanawia przestrzeń wierności. Jedynie wewnątrz tej przestrzeni może wzrastać owa wiara, która buduje przyszłość i pozwala, by dzieci, owoc miłości, wierzyły w człowieka. Wolność wypowiadająca się w słowie 'tak' ujawnia wolność zdolną do przyjęcia tego, co jest definitywne: najpełniejszym wyrazem wolności nie jest wtedy pragnienie przyjemności nie połączonej z prawdziwą decyzją życiową; przeciwnie jest zdolnością zdecydowania się na dar definitywny, w którym wolność, przez dar, odnajduje swoją pełnię (odnajduje w pełni siebie samą)".
W ten sposób powołanie mężczyzny i kobiety jest zapisane w ich wewnętrznej istocie, nie przychodzi "z zewnątrz", jest im dane wraz z samym człowieczeństwem. Zarazem jest to powołanie, które przekracza granice czasu i czysto indywidualnej egzystencji. Papież mówi: "Konkretnie mówiąc, to 'tak' osobowe i wzajemne mężczyzny i kobiety otwiera przestrzeń (ku) przyszłości, ku autentycznemu człowieczeństwu obojga i równocześnie jest przeznaczone do (spełnienia się) daru nowego życia. Dlatego owo 'tak' osobowe nie może nie być odpowiedzialne także w sferze publicznej: małżonkowie podejmują wtedy publiczną odpowiedzialność w przedmiocie wierności. W istocie nikt z nas nie należy wyłącznie do siebie samego: z tego powodu każdy jest powołany, by przyjąć w głębi swej osoby własny wymiar odpowiedzialności publicznej. Zatem małżeństwo jako instytucja nie jest jakąś bezprawną ingerencją społeczeństwa lub władzy, narzuceniem jakiejś formuły z zewnątrz; przeciwnie jest wewnętrznym wymaganiem przymierza miłości małżeńskiej".
W świetle tej zasady należy oceniać różne innowacje i dewiacje dotykające małżeństwa i rodziny w kontekście dzisiejszej kultury. Papież mówi: "Różne dzisiejsze formy rozkładu małżeństwa, jak wolne związki, 'małżeństwa na próbę', aż do pseudomałżeństw między osobami tej samej płci, są wyrazami pewnej wolności anarchicznej, która wbrew prawdzie uchodzi za prawdziwe wyzwolenie człowieka. Taka pseudowolność zakłada banalizację ludzkiego ciała, co nieuchronnie zawiera banalizację samego człowieka. Jej założeniem jest teza, że człowiek może zrobić ze sobą, co chce: jego ciało staje się wtedy rzeczą o drugorzędnym znaczeniu dla człowieczeństwa, której można używać, jak się chce. Libertynizm, który kroczy poprzez odkrywanie ciała i jego wartości, jest w gruncie rzeczy dualizmem wyrażającym pogardę dla ciała, umieszczając je na zewnątrz autentycznego bytu i godności osoby".
Ojciec Święty dodaje, że głęboka więź między Bogiem a człowiekiem oraz między miłością Boga i miłością ludzką znajduje swoje potwierdzenie także na tle samych negatywnych tendencji dzisiejszej kultury. Właśnie "samo poniżenie miłości i niszczenie autentycznej zdolności miłowania - twierdzi Papież - ukazuje się w naszym czasie jako najbardziej odpowiednia i skuteczna broń w celu wyrzucenia Boga z życia człowieka i w celu odsunięcia Boga z pola widzenia i z serca ludzkiego. Podobnie, chęć 'uwolnienia' natury od (władzy) Boga prowadzi do utraty widzenia prawdziwej rzeczywistości natury, łącznie z naturą człowieka, redukując ją do zespołu funkcji, aby rozporządzać nią dowolnie dla skonstruowania rzekomo lepszego świata i rzekomo bardziej szczęśliwej ludzkości".
Z tej prawdy antropologicznej wynikają również bardzo ważne wnioski praktyczne. Papież twierdzi, że "żaden mężczyzna i żadna kobieta nie mogą przy pomocy swoich tylko sił dać dzieciom w sposób adekwatny miłości i rozumienia sensu życia". Do tego celu konieczne są "autorytet i wiarygodność wyższa od tej, jaką człowiek ma sam z siebie. Chrześcijanin wie, że ten autorytet został udzielony pewnej szerszej Rodzinie, którą Bóg, przez Jezusa Chrystusa i dar Ducha Świętego, stworzył w ramach historii ludzkiej, to jest Kościołowi (...). Z tego powodu stworzenie każdej pojedynczej rodziny chrześcijańskiej zostało umieszczone w kontekście większej rodziny, czyli Kościoła, który (te rodziny) podtrzymuje i niesie z sobą. Z drugiej strony sam Kościół jest budowany poprzez rodziny, 'małe Kościoły domowe', jak się wyraził Sobór Watykański II, (...) a Familiaris Consortio stwierdza, że 'małżeństwo chrześcijańskie (...) jest naturalnym miejscem, w którym dokonuje się wszczepienie osoby ludzkiej w wielką rodzinę Kościoła' (FC 14)".

Tylko prawda
Rozwiązanie wszelkich problemów, które pojawiają się na drodze życia rodzinnego, musi więc polegać na odwołaniu się do jednej, niezmiennej Prawdy, która została nam dana przez Boga, i jednego autorytetu, który ma moc wiązać sumienia, to jest Kościoła, który działa w imię tej właśnie Prawdy. Autorytet pochodzący od Boga wiąże w sposób zgodny z wewnętrzną naturą osoby ludzkiej i jej królewskiego wyposażenia - to jest wolności. W tym kontekście pojawia się poważna przeszkoda pochodząca także z prądów współczesnej kultury - to jest relatywizm, który zaprzecza istnieniu pewnej i absolutnej prawdy. Tymczasem bez oparcia się o prawdę wola (wolność) nie może działać w sposób zgodny ze swą naturą; gdyż tylko prawda (prawda miłości przede wszystkim) porusza wolę od wewnątrz. Cenne uwagi na ten temat zawiera encyklika "Veritatis splendor", poświęcona podstawom moralności. Wola więc nie może być "popychana" od zewnątrz.
Tu pojawia się delikatna kwestia wychowania, które jest apelem do wolności drugiej osoby, pobudzającym do podjęcia prawidłowej decyzji. Benedykt XVI w przytaczanym wyżej przemówieniu podkreśla, że "ani rodzice, ani kapłani, ani katecheci, ani inni wychowawcy nie mogą zastępować wolności dziecka, chłopca czy młodzieńca, do którego się zwracają. W szczególny sposób propozycja chrześcijańska zwraca się w sposób najgłębszy do wolności, wzywając do wiary i do nawrócenia. Dzisiaj spotykamy się ze szczególnie podstępną przeszkodą w pełnieniu dzieła wychowania. Przeszkoda pochodzi z wszechobecnego w naszym społeczeństwie i kulturze relatywizmu, który nie uznając niczego za definitywne, pozostawia jako ostatnią normę wyłącznie własne 'ja' i jego zachcenia i pod pozorem wolności staje się dla każdego więzieniem. Wewnątrz tego relatywistycznego horyzontu nie jest możliwe prawdziwe wychowanie: bez światła prawdy, wcześniej czy później, osoba zostaje skazana na wątpienie co do wartości własnego życia i relacji, które je tworzą, co do ważności swoich planów mających na celu konstruowanie z innymi jakiejkolwiek wspólnoty".
Oprócz trendów kulturowych i ideologicznych dużym utrudnieniem dla rodziny w realizacji jej powołania jest nacisk pewnych sił politycznych, które dążą do całkowitego przeorganizowania rodziny i jej funkcji przez tworzenie ustaw sprzecznych z prawem naturalnym, czyli Bożym. Przeciwko podobnym uzurpacjom ze strony władzy politycznej przemawiał energicznie kard. Lopez Trujillo w Madrycie 26 października 2005. Krytykował swawolną politykę ustawodawczą mającą na celu wymyślanie "praw człowieka", których w istocie nie ma. Taka polityka "wyrządza wielką szkodę społeczeństwu i rodzinie, ponieważ święte prawa rodziny zostają zagrożone przez tę nadzwyczajną łatwość, z jaką tworzy się z niczego prawa, które nie istnieją". W kontekście tej polityki człowiek staje się "rzeczą", którą się manipuluje, przez narzucanie nowej definicji życia, małżeństwa i rodziny. Jednak - jak uczył Jan Paweł II - "rodzina i małżeństwo są dziedzictwem ludzkości" i "fundamentem narodu, nie istnieje bowiem naród bez rodziny". Kardynał przypomniał, że już Arystoteles i Platon bronili idei, że rodzina nie jest tworem państwa, łaskawą koncesją prawodawcy, lecz że jest wcześniejsza od państwa. Kardynał wskazał na błędy pozytywizmu i totalitaryzmu w takim podejściu do ustawodawstwa, kiedy wydaje się, że "prawo wszystko może stworzyć" i że "prawo jest dobre, ponieważ jest prawem".
Także w pewnym interesującym wykładzie kard. Caffarra (30 maja 2006) odniósł się krytycznie do uzurpacji państwa, które chciałoby podporządkować sobie rodzinę, usiłując zaprzeczyć prawdzie, że rodzina jest instytucją naturalną. Wyjaśniając istotę rodziny w oparciu o nauczanie Jana Pawła II (a także personalizmu Karola Wojtyły), podkreśla przede wszystkim wyjątkowy i duchowy charakter zrodzenia człowieka. Rodzi się bowiem nie tylko jednostka gatunku, lecz raczej osoba, a więc ktoś jedyny i niepowtarzalny. Wobec tego małżeństwo jako "komunia osób" mężczyzny i kobiety jest jedynym miejscem, które nie pozwala, aby zrodzenie osoby ludzkiej straciło swój charakter nadzwyczajny, redukując się do pozycji statystycznej. Chodzi tu o pełną prawdę osobową i duchową małżeństwa, a nie tylko o fakt czysto fizyczny związany z biologiczną strukturą płci.

Obowiązki państwa wobec rodziny
W świetle nauczania Jana Pawła II (List do Rodzin) zrodzenie jest dziełem Boga, ponieważ jest uobecnieniem tajemnicy stworzenia. Tylko odwołanie się do stworzenia pozwala zrozumieć, że podmiotem zrodzenia (biernym) jest osoba. Gdyby zredukować rolę małżonków do tych współczynników zrodzenia, które całkowicie zależą od woli człowieka, czyli podlegają rozporządzeniu woli ludzkiej jako przyczyny sprawczej, nie dałoby się zrozumieć, że owocem (skutkiem) tej aktywności jest osoba. To, co jest proporcjonalne do woli ludzkiej, da się zrozumieć jako "rzecz", jako "obiekt", jako "produkt", w istocie obiekt manipulacji. Właśnie wszelkie manipulacje płodnością redukują owoc tych manipulacji do poziomu rzeczy. Stąd - ponieważ osoba musi być widziana jako tajemnica - jej początek musi być umieszczony w kontekście tajemnicy, którą jest misterium miłości oblubieńczej, poprzez które małżonkowie uczestniczą w tajemnicy stworzenia. W tym kontekście da się zrozumieć, że osoba zrodzona jest darem Stwórcy.
Ale z tego też wynika, że osoba należy tylko do Boga. Osoba zostaje powierzona rodzinie, ale nie "dana na własność" jak obiekt posiadania. Ten status osoby rzutuje na wszystkie relacje wewnątrzrodzinne, a zwłaszcza na proces wychowania. Ale zarazem taka struktura rodziny decyduje o strukturze społeczeństwa, które pozostaje w służbie rodziny, w duchu odpowiedzialności za jej prawdę antropologiczną i jej świętość. Etos rodziny stanowi podstawę całego etosu społecznego. Etyka, stojąca u podstaw powołania rodziny, stanowi fundament etyki społecznej jako etyki publicznej. Etyka publiczna nie jest tylko zbiorem norm etyki indywidualnej: posiada własną "substancję" określoną przez relację do dobra wspólnego, własną tożsamość duchową, która wyraża się głównie w popieraniu rodziny, w obronie rodziny i wspomaganiu jej w realizacji jej zadań (funkcja pomocnicza państwa).
Szczególnie zadanie obrony rodziny wymaga, by państwo nie dopuszczało do sytuacji, w których rodzina zostaje utożsamiona prawnie i obyczajowo z formami będącymi karykaturą czy antytezą rodziny. Ten obowiązek państwa wiąże się z odpowiedzialnością za dobro wspólne państwa. Istotnym składnikiem dobra wspólnego jest właśnie rodzina, która skupia w sobie istotne wartości ludzkie: godność osoby, świętość miłości i nietykalność życia. Państwo nie może tolerować takich form życia - form współżycia opartych na dowolnej interpretacji sensu płciowości, które negują prawdę rodziny już przez sam fakt neutralności prawnej narzucającej przekonanie o równej wartości i równych prawach małżeństwa i tworów pseudomałżeńskich. Kardynał Caffarra podkreśla, że nie wolno zapominać o wychowawczej roli prawa: ono formuje przekonania publiczne i to, co nazywamy etosem publicznym. Państwo nie może "rządzić" rodziną, ale ma jej służyć. Kształtowany w ten sposób etos, zawierający zespół przekonań, sądów i postaw, wspomaga wybitnie rodziny w sytuacjach kryzysowych, trudnych, które mogą wynikać z jakichkolwiek przyczyn.
Pewna poważna praca interdyscyplinarna, nosząca tytuł "The Meaning of Marriage" (Spence), na którą powołuje się kard. Caffarra, a której jednym ze współautorów jest profesor filozofii Joseph Raz, wykazuje na podstawie wieloaspektowych badań, że rodzina wymaga koniecznie tego rodzaju pomocy ze strony państwa, ponieważ ciężar obowiązków moralnych spoczywających na rodzinie może się okazać ponad siły dwojga osób, zmuszonych przeciwstawiać się naciskowi amoralnego i libertyńskiego społeczeństwa. Rodzina, jakkolwiek godnością przewyższająca nieskończenie państwo jako organizację polityczną, w praktyce jest rzeczywistością kruchą i wymagającą pomocy. Przede wszystkim godność rodziny wymaga jednak, by państwo skierowało całą swoją aktywność ku obronie rodziny. W pracy tej znajduje się także inny cenny rozdział pochodzący od autorki nazwiskiem Maggie Gallagher, ukazujący na podstawie badań niezwykłą doniosłość trwałego, autentycznego małżeństwa dla rozwoju i wychowania dzieci we wszystkich możliwych aspektach. Dzieci pozamałżeńskie, dzieci z małżeństw rozbitych, a nawet z tak zwanych związków faktycznych znajdują się w zasadniczo gorszej sytuacji fizycznej, psychicznej, zdrowotnej, pedagogicznej, edukacyjnej, umysłowej, duchowej i moralnej. W znacznie wyższym procencie stają się ofiarą depresji, pokusy samobójstwa, nadużyć seksualnych, przemocy domowej, zaniedbują obowiązki szkolne i często wchodzą na drogę przestępczą (zob. Zenit 10 lipca 2006, L'importanza del matrimonio per i figli e per il bene commune).
Podsumowując, sformułujmy najważniejsze wnioski:
- Miłość decyduje o etycznej spoistości rodziny, ale nie wystarcza sama do spełnienia wszystkich jej zadań; konieczny jest autorytet oparty o Boga.
- Miłość ma obowiązek pozostawać w wyraźnej opozycji do grzechu, szczególnie gdy chodzi o najbliższych członków rodziny.
- Miłość powinna być źródłem i celem kultury wolności, którą należy wychować w rodzinie i całym środowisku społecznym. Kultura wolności opiera się na afirmacji prawdy moralnej zakorzenionej w Tajemnicy Boga.
- Afirmacja autonomii osoby, będącej podmiotem wychowania, musi się łączyć z dążeniem do ukształtowania w niej poczucia odpowiedzialności za dobro wspólne, którego istotnym ogniwem jest rodzina.
- Rozwiązywanie trudnych problemów wychowawczych w kontekście obecnej kultury wymaga ożywienia solidarności rodzin, także w formie tworzenia grup i ruchów religijnych uwzględniających program wzajemnej pomocy pedagogicznej.
- Kultura wolności musi istnieć w ścisłym związku z obyczajem społecznym (etosem) afirmującym istotne wartości rodziny.
- Kultura miłości i kultura wolności wymaga odpowiedniego kształtu prawa stojącego na straży tożsamości rodziny i jej promocji.
- Prawo społeczne ma być kształtowane jako wyraz rozumnej woli popierania dobra wspólnego zgodnie z prawdą natury ludzkiej i ludzkiej wspólnoty ze względu na transcendentny charakter powołania osoby.
ks. prof. Jerzy Bajda
© Wszelkie prawa zastrzeżone - INTERAKTYWNA POLSKA
Webmaster: IA Telekom