Portal / Dom i rodzina Piatek - 17 sierpnia 2018 Anity, Elizy, Mirona     "Doniosłość teraĄniejszości rzadko jest natychmiast rozpoznana; następuje to dopiero o wiele póĄniej." Arthur Schopenhauer
Szukaj     Szukaj wg branż Dodaj wpis
Menu
Uratowałam zycie syna
Oddać rodzinie to, co się jej należy
Człowiek to nie surowiec do badań
Dzisiejsza rodzina, Jaka jest - Jaka powinna być.
Familia unida! Rodzina zjednoczona!
Dziecko to nie surowiec do badań
Miłość a granice akceptacji
Rodzina i rodzice niedocenieni
Informacja rządu o sytuacji społecznej i materialnej rodzin
Technologia w służbie życiu
120 zł na każde dziecko
Rodziny wielodzietne? Ależ tak!
Zablokować finansowanie badań na komórkach macierzystych
ZABIJANIE DZIECI NIENARODOZNYCH JEST JAK HOLOKAUST
ZASIŁEK RODZINNY
Mamo nie pij!
Gry a zmiany w mózgu - psychologia

Dwadzieścia cztery lata temu pani Stanisława dowiedziała się, że nosi w swoim łonie upragnione dziecko. Jej radość jednak nie trwała długo, gdyż już niemal na początku lekarze stwierdzili zatrucie ciążowe. Stan zdrowia matki pogarszał się z dnia na dzień. Oprócz zatrucia pojawiła się żółtaczka mechaniczna, a wskaźnik bilirubiny był najwyższy. Dodatkowo zaczęła się zmniejszać liczba czerwonych ciałek krwi. Nastąpiło też silne uczulenie, swędzenie dłoni i stóp. - Była to męka nie do opisania, głównie ze względu na bezsenne noce - wspomina pani Stanisława.
Żadne leki nie pomagały. - Pan ordynator zapraszał różnych lekarzy z innych szpitali, by mnie oglądali. Twierdził, że odebrał setki noworodków, lecz z takim przypadkiem się nie spotkał. Proponował mi przy każdej wizycie, bym pozbyła się tego dziecka, bo urodzę na pewno jakiegoś potwora. Wylałam morze łez, a moją pociechą był Różaniec, z którym się nie rozstawałam - wyznaje kobieta.

Wspólna śmierć albo życie
W tej trudnej sytuacji pani Stanisława zwróciła się o pomoc do Matki Bożej. - Nikt inny nie mógł mi już pomóc - mówi. - Zamiast przytyć, schudłam 10 kilogramów. Przy życiu trzymały mnie tylko kroplówki. Na Święta Bożego Narodzenia wyszłam do domu na przepustkę i w noc poprzedzającą powrót do szpitala miałam sen. Przyśniła mi się Matka Boża. Odebrałam to jako znak - znak pomocy dla mnie i dla dziecka... - dodaje.
Był piąty miesiąc ciąży. Stan zdrowia pani Stanisławy był krytyczny. Właściwie bez szans na dalsze życie. - Wtedy pewien lekarz przyszedł do mnie i przyznał, że już nie mają dla mnie lekarstwa. Powiedział, że muszę podjąć decyzję, gdyż nie rokują przeżycia dla mnie i dla dziecka. Zaproponował mi wcześniejsze wywołanie porodu. To rzekomo dawało mi szansę przeżycia, ale dziecko na pewno by umarło. Odpowiedziałam: albo będziemy żyć razem z dzieckiem, albo razem umrzemy. Mój mąż bardzo się zdenerwował, zwołał całą rodzinę. Wszyscy mówili mi, żebym się zgodziła, że jeszcze mogę mieć dzieci. Miałam 35 lat. Odpowiedziałam im: "To jest moje pierwsze i ostatnie dziecko" - opowiada kobieta.

Wdzięczna za dar życia
Jedna z sióstr pani Stanisławy pobiegła do księdza i zamówiła Mszę św. - Miała być za kogoś innego, ale uprosiła. Po tej Mszy św. Pan Bóg i Matka Najświętsza dopomogli, że przestałam mieć problem z czerwonymi ciałkami krwi. To było takim atutem, że mogłam dotrwać do początku ósmego miesiąca - wspomina pani Stanisława.
W pierwszy dzień Wielkiej Nocy, 3 kwietnia, przez cesarskie cięcie pani Stanisława urodziła syna - Marcina. Chłopiec ważył 3,5 kg i miał 51 cm wzrostu. Był zdrowy!
Konsylium lekarskie stwierdziło, że to cud, bo nikt z lekarzy nie widział, żeby z tak chorej matki urodziło się zupełnie zdrowe, duże dziecko. Od tych trudnych chwil minęły 23 lata. Marcin rzeczywiście jest jedynym dzieckiem pani Stanisławy. Kiedy miał 2 lata, zmarł na zawał jego tata. Marcin jest dziś studentem matematyki, zrobił licencjat i podjął studia magisterskie. - Jest dla mnie bardzo dobry. Jesteśmy nie tylko rodziną, ale także przyjaciółmi. Uważam, że jego życie zawdzięczam Matce Bożej, która umacniała mnie w wierze. Dzięki Niej byłam silna, kiedy wszyscy płakali, a lekarze namawiali mnie na pozbycie się dziecka. Zawsze mówię Marcinowi, że powinien kochać Ją nade wszystko
- podkreśla pani Stanisława.
Małgorzata Pabis, "Nasz Dziennik" 2006-09-20
© Wszelkie prawa zastrzeżone - INTERAKTYWNA POLSKA
Webmaster: IA Telekom