Portal / Dom i rodzina Wtorek - 19 wrzesnia 2017 Januarego, Konstancji, Leopolda     "Jeśli człowiek traci szacunek dla najmniejszej cząstki życia, traci szacunek dla całego życia" - Albert Schweitzer
Szukaj     Szukaj wg branż Dodaj wpis
Menu
Wortal P II - Pokolenie JP2W
Uratowałam zycie syna
Oddać rodzinie to, co się jej należy
Człowiek to nie surowiec do badań
Dzisiejsza rodzina, Jaka jest - Jaka powinna być.
Familia unida! Rodzina zjednoczona!
Dziecko to nie surowiec do badań
Miłość a granice akceptacji
Rodzina i rodzice niedocenieni
Informacja rządu o sytuacji społecznej i materialnej rodzin
Technologia w służbie życiu
120 zł na każde dziecko
Rodziny wielodzietne? Ależ tak!
Zablokować finansowanie badań na komórkach macierzystych
ZABIJANIE DZIECI NIENARODOZNYCH JEST JAK HOLOKAUST
ZASIŁEK RODZINNY
Mamo nie pij!
Gry a zmiany w mózgu - psychologia

Dwadzieścia cztery lata temu pani Stanisława dowiedziała się, że nosi w swoim łonie upragnione dziecko. Jej radość jednak nie trwała długo, gdyż już niemal na początku lekarze stwierdzili zatrucie ciążowe. Stan zdrowia matki pogarszał się z dnia na dzień. Oprócz zatrucia pojawiła się żółtaczka mechaniczna, a wskaźnik bilirubiny był najwyższy. Dodatkowo zaczęła się zmniejszać liczba czerwonych ciałek krwi. Nastąpiło też silne uczulenie, swędzenie dłoni i stóp. - Była to męka nie do opisania, głównie ze względu na bezsenne noce - wspomina pani Stanisława.
Żadne leki nie pomagały. - Pan ordynator zapraszał różnych lekarzy z innych szpitali, by mnie oglądali. Twierdził, że odebrał setki noworodków, lecz z takim przypadkiem się nie spotkał. Proponował mi przy każdej wizycie, bym pozbyła się tego dziecka, bo urodzę na pewno jakiegoś potwora. Wylałam morze łez, a moją pociechą był Różaniec, z którym się nie rozstawałam - wyznaje kobieta.

Wspólna śmierć albo życie
W tej trudnej sytuacji pani Stanisława zwróciła się o pomoc do Matki Bożej. - Nikt inny nie mógł mi już pomóc - mówi. - Zamiast przytyć, schudłam 10 kilogramów. Przy życiu trzymały mnie tylko kroplówki. Na Święta Bożego Narodzenia wyszłam do domu na przepustkę i w noc poprzedzającą powrót do szpitala miałam sen. Przyśniła mi się Matka Boża. Odebrałam to jako znak - znak pomocy dla mnie i dla dziecka... - dodaje.
Był piąty miesiąc ciąży. Stan zdrowia pani Stanisławy był krytyczny. Właściwie bez szans na dalsze życie. - Wtedy pewien lekarz przyszedł do mnie i przyznał, że już nie mają dla mnie lekarstwa. Powiedział, że muszę podjąć decyzję, gdyż nie rokują przeżycia dla mnie i dla dziecka. Zaproponował mi wcześniejsze wywołanie porodu. To rzekomo dawało mi szansę przeżycia, ale dziecko na pewno by umarło. Odpowiedziałam: albo będziemy żyć razem z dzieckiem, albo razem umrzemy. Mój mąż bardzo się zdenerwował, zwołał całą rodzinę. Wszyscy mówili mi, żebym się zgodziła, że jeszcze mogę mieć dzieci. Miałam 35 lat. Odpowiedziałam im: "To jest moje pierwsze i ostatnie dziecko" - opowiada kobieta.

Wdzięczna za dar życia
Jedna z sióstr pani Stanisławy pobiegła do księdza i zamówiła Mszę św. - Miała być za kogoś innego, ale uprosiła. Po tej Mszy św. Pan Bóg i Matka Najświętsza dopomogli, że przestałam mieć problem z czerwonymi ciałkami krwi. To było takim atutem, że mogłam dotrwać do początku ósmego miesiąca - wspomina pani Stanisława.
W pierwszy dzień Wielkiej Nocy, 3 kwietnia, przez cesarskie cięcie pani Stanisława urodziła syna - Marcina. Chłopiec ważył 3,5 kg i miał 51 cm wzrostu. Był zdrowy!
Konsylium lekarskie stwierdziło, że to cud, bo nikt z lekarzy nie widział, żeby z tak chorej matki urodziło się zupełnie zdrowe, duże dziecko. Od tych trudnych chwil minęły 23 lata. Marcin rzeczywiście jest jedynym dzieckiem pani Stanisławy. Kiedy miał 2 lata, zmarł na zawał jego tata. Marcin jest dziś studentem matematyki, zrobił licencjat i podjął studia magisterskie. - Jest dla mnie bardzo dobry. Jesteśmy nie tylko rodziną, ale także przyjaciółmi. Uważam, że jego życie zawdzięczam Matce Bożej, która umacniała mnie w wierze. Dzięki Niej byłam silna, kiedy wszyscy płakali, a lekarze namawiali mnie na pozbycie się dziecka. Zawsze mówię Marcinowi, że powinien kochać Ją nade wszystko
- podkreśla pani Stanisława.
Małgorzata Pabis, "Nasz Dziennik" 2006-09-20
© Wszelkie prawa zastrzeżone - INTERAKTYWNA POLSKA
Webmaster: IA Telekom